Koty… Koty…
Serdecznie zapraszamy do obejrzenia archiwalnego materiału Telewizji Polskiej Oddział w Łodzi, który został nakręcony w 1996 roku,
a zatytułowany jest „Koty, koty…”. W materiale tym Pani Urszula Mikołajczyk – założycielka Fundacji „Koci Azyl” opowiada o swojej
miłości do kotów. Minęło 29 lat od jego emisji, a życie Pani Urszuli wciąż kręci się wokół kotów, którym oddała całe swoje serce, cały
swój czas, swoje życie. Spełniło się też marzenie Pani Urszuli, o którym mówi w materiale – wraz z mężem znaleźli wymarzone miejsce
na ziemi, gdzie przenieśli się wraz z kotami i stworzyli tam koci raj.
Tak powstała Fundacja „Koci Azyl”, która od ponad 30 lat pomaga potrzebującym kotom: porzuconym, skrzywdzonym, chorym.
Fundacja pełni rolę hospicjum – to miejsce gdzie koty mogą spędzić życie otoczone opieką, troską, miłością. Tutaj są bezpieczne
i kochane. Tu jest ich dom.
Urszula Mikołajczyk, założycielka Fundacji „Koci Azyl”, 29 lat po emisji materiału „Koty… koty…”:
„I moje marzenie o malutkim ranczu dla moich kotów spełniło się. Ponad 2 lata poszukiwaliśmy tego najpiękniejszego miejsca
na ziemi, pod Łodzią w środku lasu. Przewieźliśmy z Łodzi ponad 20 kotów do raju. Szczęście krótko trwało…
Blisko naszej działki była wieś, jedna, druga. I zaczęła się tragedia. Dziesiątki wałęsających się kotów chorych, głodnych.
Psów na łańcuchach, głodnych, bitych. Przez 3 miesiące woziliśmy te zwierzęta do Łodzi, do kliniki doktora Sieradzkiego
na ulicy Janosika. Doktor Sieradzki ratował je bez względu na porę dnia, nocy, a nawet w święta. Przybywały nam dziesiątki
uratowanych kotów. Psy też ratowaliśmy i zabieraliśmy. Nie było czasu na sen i odpoczynek….
Na początku pomyśleliśmy o wydawaniu tych zdrowych kotów. Zaczęliśmy po krótkim czasie sprawdzać jak żyją w nowych domach.
Pierwszy nasz wyjazd był na ulicę Małachowskiego w Łodzi, gdzie oddaliśmy najpiękniejszą kotkę Czarnuszkę. Niestety była
w piwnicy umieszczona na stercie węgla, przywiązana do piwnicznego otwartego, maleńkiego okienka. Na mój widok stanęła sztywno
na tylnych łapkach. Z wyciągniętymi przednimi łapkami błagała o pomoc. Widok jej oczu pamiętam do dziś. Z następnymi kotami było
jeszcze gorzej… Było ciężko, nie mieliśmy żadnej pomocy. Nie stać nas było na zatrudnienie człowieka. Wszystkie pieniądze
przeznaczaliśmy na koty. Tak jest do tej pory. Po kilku latach założyliśmy fundację…. Nie jest lekko. Ale kocham to co robię…”

Previous Post
Next Post